poniedziałek, 16 stycznia 2017

Rozdział 34

*Brandon*

Dwa miesiące minęły w mgnieniu oka. Dziś ślub Alexa.
- Savannah gotowa? - spytałem tuż przed wyjściem.
- Tak. - odpowiedziała i po chwili ujrzałem ją ubraną w luźną, czarną sukienkę do kolan i buty na średniej wysokości obcasie. Włosy miała kręcone i rozpuszczone jak zwykle, a makijaż delikatny i subtelny.
- Pięknie wyglądasz. - pochwalił ją Eian i podał jej ramię.
Wyszliśmy z domu, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. Brennan jechał ostrożnie, gdyż pogoda nie była zbyt dobra. Padało i wiało. W sumie dobrze. Flagstad, jego rodzina i ta laska mają za swoje. Włączyłem radio, gdzie akurat leciała nasza piosenka.
- Savi! Lungs jest w radiu. - krzyknąłem. Byłem szczęśliwy jak nigdy. W końcu nas doceniono.
- Fajnie. - mruknęła pod nosem, niezbyt wesoła. Być może to przez to, że Alex bierze ślub, mimo iż jeszcze nie dostali rozwodu, co swoją drogą jest ciekawe, bo kto normalny pozwala na drugi ślub i to z inną osobą?

Dotarliśmy na miejsce i weszliśmy do kościoła, który był bardzo bogato ustrojony. Usiedliśmy gdzieś z tyłu, by nie rozpraszać Alexa i nie być w zasięgu wzroku pani Micheale. Chwilę później zaczęła się ceremonia. Alex czekał przy ołtarzu, a jego narzeczoną przyprowadził jej ojciec. Wszystko przebiegało spokojnie dopóki nie nadszedł czas przysięgi.
- Alexie, czy bierzesz sobie Crystal za żonę? - spytał ksiądz.
- Nie. - odpowiedział. - Nie mogę. Mam już żonę. - oznajmił, a ja otworzyłem usta ze zdziwienia. W końcu coś zrozumiał. - Wiem, że tu jesteś, Savannah. Chciałbym Ci powiedzieć, że Cię kocham.
- Przykro mi Alex, ale to koniec. Odchodzę. - odezwała się moja siostra i ruszyła do wyjścia, po drodze upuszczając srebrną obrączkę.
Flagstad spojrzał się na mnie zdezorientowany. Gestem ręki pokazałem mu aby poszedł za mną.
- Lexiu wracaj tu! - głos jego matki niósł się echem po murowanym kościele. - Crystal, gdzie idziesz?
- Odchodzę. Jak widać Alex mnie nie chce. - powiedziała stanowczo i wyszła.

Pół godziny później siedziałem z Alexem w barze.
- W końcu zrozumiałeś, że matka Tobą manipuluje. Niestety, za późno. Savannah związała się z Eianem. - zacząłem rozmowę.
- Co? Jak to? Błagam Cię, niech to będzie zły sen. - zrobił smutną minę.
- To nie jest zły sen. To realne życie. - odparłem.
- Jest jakiś sposób by ją odzyskać? - spytał.
- Myślę, że tak. Przyjdziesz dziś do nas pod dom i zaśpiewasz jej romantyczną piosenkę pod oknem. - podsunąłem mu pomysł.
- Dziękuję. Mam nadzieję, że to wypali. - uściskał mnie. - Idę się szykować. - dodał i pożegnał się ze mną.
Wróciłem do domu sam i czekałem na dalszy rozwój wydarzeń.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Rozdział 33

*Eian*

Było już dość późno, więc Savannah zaoferowała mi nocleg u niej w domu. Rozsiedliśmy się w fotelach w salonie i rozmawialiśmy.
- Pisałam do Alexa. Zaprzeczył wszystkiemu. Już nie wiem komu mam wierzyć… - rzuciła i zrobiła najsmutniejszą minę świata.
- Bo to Alex. Nie przyzna się, że bierze narkotyki… Chociaż… Pisał dziś do mnie i prosił, abym przyniósł mu jeszcze jakieś, bo sam w czterech ścianach dostaje w głowę. – odparłem.
- Serio? I co mu powiedziałeś?
- Że będę około trzynastej.
- Byłeś?
- Byłem, ale pani Micheale Flagstad zamknęła mi drzwi przed nosem. Cóż za niewychowana kobieta.
- A masz te narkotyki przy sobie?
- Mam, a co?
- Daj mi. Potrzebuję na chwilę zapomnieć o rzeczywistości. – wyciągnęła do mnie rękę.
- Tylko nie bierz żadnych leków, bo będzie jak z Flaggym. – ostrzegłem ją i podałem mały woreczek z białym proszkiem.
Savannah delikatnie otworzyła woreczek i wysypała zawartość na ławę w salonie. Nachyliła się i wciągnęła go nosem. Potem, usiadła z powrotem w fotelu i odetchnęła.
- I co? Lepiej? – spytałem.
- O niebo lepiej. – uśmiechnęła się szeroko. – A teraz, pocałuj mnie, Eian. – zażądała i zbliżyła się do mnie.
Złączyliśmy usta w namiętnym pocałunku. Savi wskoczyła mi na kolana, ręce zarzuciła na szyję i dalej całowała się ze mną.
- A może rozwiedziesz się z Alexem? – zaproponowałem między pocałunkami.
- Yhy. To dobry pomysł. – odparła i jeszcze łapczywiej wpiła się w moje usta.
Wiem, że źle postępuję, ale tak bardzo jej pragnę… Muszę kontynuować mój plan… Muszę rozdzielić ją z Flagstadem i zająć jego miejsce.

Rano obudziłem się w fotelu. Savannah, otulona kocykiem, leżała  na kanapie. Po cichu udałem się do kuchni i napiłem się wody. Zacząłem przygotowywać śniadanie dla wszystkich, gdy przyszła Savi.
- Jak się spało? - spytałem.
- Nawet dobrze. To pewnie po tych narkotykach. - odparła i usiadła do stołu.
Po chwili dołączyła reszta i zabraliśmy się za spożywanie posiłku.
- Jak się czujesz Savi? - spytał Brennan.
- Jest okay. Jakoś idzie. Postanowiłam wziąć z Alexem rozwód. - odparła i ugryzła bułkę.
- I związać ze mną. - dodałem i ucałowałem dziewczynę w policzek.
- Szybko się pozbierałaś... - mruknął Brandon.
- No co? Jestem młoda i mam prawo być szczęśliwa. - powiedziała dumnie i pocałowała mnie w usta.
Czułem się niezmiernie szczęśliwy. W końcu zdobyłem Savannah. Najpiękniejszą kobietę świata.

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Rozdział 32

*Brennan*

Następnego dnia, z samego rana udałem się do domu Hudsonów z najnowszymi wiadomościami.
- Słuchajcie mam dwie wiadomości! Jedna zła, druga dobra. Którą najpierw? – wydyszałem, opierając się o futrynę w kuchni.
- Tą złą. – odezwała się Savannah.
- Tylko się nie zdenerwuj. Alex się źle czuł i w nocy miał płukanie żołądka. Teraz jest już w domu i mu lepiej. Prawdopodobnie to przez zmieszanie narkotyków i leków na depresję. – oznajmiłem.
- Co? Alex i narkotyki? Niemożliwe… - prychnęła.
- Ale to prawda. Matka go doprowadziła do takiego stanu, zamykając go w pokoju. – wytłumaczyłem jej.
- A ta druga wiadomość? – wtrącił Brandon.
- Alex za dwa miesiące bierze ślub. – podałem chłopakowi gazetę.
- Co!? Przecież on już ma żonę! – Savannah oburzyła się.
- Co!? – byłem bardziej zaskoczony niż ona. Flaggy ma żonę, a bierze ślub z inną?
- No… Od niedawna ją ma. – zaczęła się wykręcać.
- Czekaj, czekaj. Ty jesteś żoną Alexa! – krzyknąłem, aż Brandon oderwał wzrok od gazety.
- Ugh… Widzę, że dłużej tego nie ukryję. Tak, jestem żoną Alexa. – wyznała.
- I nic mi nie powiedziałaś? Jestem twoim bratem i powinienem wiedzieć. – odezwał się Brandon.
- To było wtedy, gdy tak bardzo Ci przeszkadzało to, że się z nim zadaję. Groziłeś mu śmiercią, więc wcześniej nic nie mówiłam… - spuściła głowę.
- Przepraszam. Nie wiedziałem, że to uczucie jest takie silne. Ale teraz, gdy się dowiedziałem, to gratuluję Ci i życzę jak najlepiej. – przytulił ją.
- Ja również. – dołączyłem się do uścisku. – I mam nadzieję, że Alex jakoś odkręci tą sprawę z drugim ślubem.

Popołudniu odwiedził nas Eian, któremu od razu sprzedałem najnowsze wiadomości.
- Ja nie wierzę. Ale z Flagstada flirciarz. – zaśmiał się. – A tak w ogóle to pisał dziś do mnie. Chciał się spotkać, ale jego mamuśka zatrzasnęła mi drzwi przed nosem. Zupełnie nie wiem o co jej chodzi. Przecież nie porwę Alexa.
- Matka zabroniła mu kontaktu z nami ze względu na Savannah. Nie chce aby przez nią Alex się rozmyślił… - odparłem, choć byłem pewien, że on, nawet nie znając nas, nie chciałby tego ślubu.
- O czym rozmawiacie? – Brandon usiadł obok mnie.
- O Alexie. Biedaczek… - odpowiedział mu Eian.
- Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Być może w końcu zrozumie, że już dawno powinien odciąć się od mamy i usamodzielnić. – skitował mój ukochany.
- Racja. – przytaknąłem mu i mocno go objąłem. - Dobrze, że mnie nikt nie zmusza do ślubu z kobietą. – dodałem, na co chłopacy parsknęli śmiechem.  Ja wiem jak rozluźnić atmosferę.

Późnym wieczorem udaliśmy się z Brandonkiem do jego sypialni. Położyliśmy się obok siebie i szeptaliśmy sobie czułe słówka.
- A pomyślałeś, jak to będzie, gdy weźmiemy ślub? Gdzie zamieszkamy? Czyje nazwisko weźmiemy? – zagadnąłem.
- Zamieszkamy tutaj, bo wiesz doskonale co ostatnio powiedział nam Tyler… Nie chce takiej pary pod dachem, a po za tym, ta jego dziewczyna jest taka nietolerancyjna, że raz dwa by go rzuciła. – odparł. – A co do nazwiska, jak wolisz. Ja się dostosuję.
- Jesteś kochany, że chcesz dla mnie zrezygnować z bycia Hudsonem… Ale jednak wezmę twoje nazwisko. Chcę się odciąć od przeszłości i zacząć od nowa, z Tobą. – pocałowałem go czule.
- No to wszystkie wątpliwości rozwiane. Teraz tylko zaczekać do wyznaczonego terminu ślubu w kapliczce i urządzić wesele marzeń u nas w ogrodzie. – odgarnął włosy opadające mi na oczy i ucałował.
Cieszę się, że tak to się ułożyło. Brandon jest najwspanialszy na  świecie. Jestem szczęściarzem, że go mam.

------------------------------------
Kto jeszcze świętuje Nowy Rok? Bo ja już nie. Właśnie zaczynam pierwsze zajęcia po wolnym.
Miłego dnia tym co tak jak ja się uczą lub pracują oraz tym co jeszcze odpoczywają :)
Do napisania za tydzień <3

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Rozdział 31

*Alex*

Po próbie z The Heirs wróciłem do swojego domu. Mama chciała ze mną porozmawiać z rana, ale szedłem do Savannah, więc zrobi to teraz. Usiadłem naprzeciwko rodzicielki i spojrzałem jej w oczy.
- Chciałaś ze mną rozmawiać. – zacząłem.
- Tak, synku. Jest kilka ważnych spraw. – oznajmiła poważnie, czego się nieco przeraziłem.
- O co chodzi?
- Po pierwsze, co z twoją pracą?
- Wróciłem do zespołu.
- Okay. O finanse nie muszę się martwić. Teraz drugie. Czy masz jakieś plany na sobotę za dwa miesiące?
- Jeszcze nie, a czemu pytasz?
- Odbędzie się wtedy twój ślub, Alex. Ja i Crystal, wszystko już załatwiłyśmy. – oznajmiła.
- Jak to!? Bez mojej wiedzy!? – poderwałem się z fotela, ale matka posadziła mnie z powrotem.
- Uspokój się. Wcale nie bez twojej wiedzy, bo przecież teraz Ci powiedziałam, a nie dzień czy godzinę przed. – zrobiła minę pt. 'I tak będzie po mojemu'.
- Ale mamo… Mnie i Crystal nic już nie łączy.
- Jak to nie? Opowiadała mi, jak to całowaliście się na weselu jej znajomej Daisy i tego słynnego DJ-a Rylanda.
- To ona mnie pocałowała. Ja nie chciałem. Kocham kogoś innego. - oburzyłem się. Nie mogę brać ślubu, kiedy Savi jest moją żoną!
- Niestety, ale odwrotu nie ma. Musisz zapomnieć o tamtej i pogodzić się z myślą, że za dwa miesiące Crystal zostanie TWOJĄ ŻONĄ. – zaakcentowała ostatnie dwa słowa.
- A co jeśli ja nie chcę?
- Nie ma takiej opcji. Nie po to wydawałam tysiące na to wszystko, byś teraz powiedział mi, że ty nie chcesz.
- I co zrobisz? Zamkniesz mnie w pokoju i zabronisz spotykania z The Heirs, bo tam jest Savannah?
- Dokładnie. To najlepsza opcja. – wstała z kanapy, chwyciła mnie  za rękę i zaprowadziła do pokoju. – Zostaniesz tu tak długo jak będzie trzeba. – dodała i zakluczyła drzwi.
Super. Wszystko jest nie po mojej myśli. Ciekawe co sobie Savi pomyśli, gdy nie zjawię się jutro na próbie…

Siedziałem sam, zamknięty w czterech ścianach od ponad trzech godzin i dostawałem w głowę.
Pociąć się żyletką? Nie mam jak.
Zadźgać nożem? Tak samo.
Poddusić poduszką? To się nie uda.
Utopić w wannie? Brak możliwości.
Nałykać się tabletek? Tak!
Poderwałem się z podłogi i zacząłem przeglądać szuflady.
Stare notatki ze studiów, wypisane długopisy, okruszki od ciastek… Wszystko tylko nie to, czego szukam. Zero tabletek? Kurde, matka musiała je ułożyć w szafce w kuchni.
Westchnąłem ciężko i wznowiłem przeszukiwania. W szafie znalazłem czarne rurki, które miałem ubrane w trasie, a w nich… Narkotyki od Eiana! Tak, to pomoże mi na trochę zapomnieć, a później coś się wymyśli.
Rozsiadłem się wygodnie na łóżku i wysypałem zawartość woreczka na rękę. Wciągnąłem go nosem, a po chwili poczułem się jakby weselej.
Będę musiał poprosić Eiana o więcej tego magicznego białego proszku. Tylko jak ja się z nim spotkam?

-----------------------------
#typowaWikiR5er ;)
Kto jak zwykle daje smutne lub tragiczne rozdziały w święta? Oczywiście, że Wiki R5er.
Mamy drugi dzień świąt, więc chyba nie jest jeszcze późno, by życzyć Wesołych Świąt.
Także "Wesołych Świąt" i do napisania 2 stycznia już w 2017 :)

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Rozdział 30

*Savannah*

Udałam się do swojego pokoju, aby zadzwonić do Alexa. Usiadłam na łóżku i wybrałam numer. Jeden sygnał, drugi, trzeci…
- Savannah? – w końcu usłyszałam głos zdziwionego Flagstada w słuchawce.
- Tak, to ja. – odparłam. – Pisałeś wczoraj…
- No i…?
- Chciałeś bym zadzwoniła lub odpisała lub cokolwiek innego, bylebyś miał ode mnie jakiś znak. Więc dzwonię.
- Pamiętałaś. Dziękuję. – powiedział uradowany. – I jeszcze raz przepraszam za wszystko. Skopałem sprawę, wiem. Możesz chcieć rozwód, zwrot obrączki, wszystko…
- Ale ja nie chcę rozwodu. – przerwałam mu. - Chcę jedynie abyś przyjechał do mnie, tutaj, do LA i był mimo wszystko.
- Naprawdę? – niedowierzał.
- Naprawdę. I chcę jeszcze jedno.
- Dla Ciebie wszystko księżniczko.
- Wróć do The Heirs.
- Wrócę. Pokochałem Ciebie, polubiłem pracę z Tobą w zespole. Dziękuję za taką szansę.
- Ja Ci dziękuję, że nadal mnie chcesz. Tą małą wariatkę z tamburynem. – zaśmiałam się.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chcę. Zaraz spakuję swoje rzeczy i pierwszym lotem udaje się do Ciebie, żabciu.
- Czekam, szybujący wiewiórze.
- Niebawem będę. – zamilkł na chwilę. – Zaraz, skąd wiesz o szybującym wiewiórze?
- Mam swoje tajne źródła. – odpowiedziałam mu tajemniczo. – Naprawdę to oglądałam filmiki z Tobą, tak bardzo tęskniłam…
- No tak. Filmiki. Myślałem, że nikt już tego nie ogląda, a jednak. Moja mała Savi… - westchnął cicho. – Kończę. Zaraz zbieram się do powrotu. Pa słoneczko.
- Pa kochanie. – rozłączyłam się i odłożyłam telefon na stolik.
Zabrałam swoją halkę i udałam się do łazienki. Szybki prysznic i spać.

Rano otworzyłam oczy i leniwie się przeciągnęłam. Usiadłam na skraju łóżka i dopiero wtedy zauważyłam Alexa śpiącego w ubraniu z wielkim pluszowym misiem. Ucałowałam go w czoło i wstałam. Podeszłam do stolika, gdzie stał wazon w wielkim bukietem czerwonych róż ułożonych w kształt serca, a wśród nich liścik.
- Dla mojej kochanej Savi ♡ Flaggy. – przeczytałam na głos i odwróciłam się w stronę łóżka.
Wyciągnęłam Alexowi spod pachy misia i posadziłam go obok wazonu, a następnie wskoczyłam na ukochanego. Zdezorientowany otworzył oczy i gdy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnął szeroko.
- Dzień dobry szybujący wiewiórze. – rzuciłam ze  śmiechem i pocałowałam go czule w usta.
- Dzień dobry księżniczko. – odpowiedział i ponownie złączył nasze usta. – Kocham Cię. – wyszeptał między pocałunkami.
- Ja Ciebie też. – odparłam, gdy się w końcu od siebie odsunęliśmy. – Wstajemy na śniadanie?
- Chętnie. Zrobiłem się głodny, przez tę nocną podróż. – objął mnie mocno i podniósł się z łóżka ze mną na rękach, a następnie skierował do kuchni.
- Ale się Brandon zdziwi… - szepnęłam mu do ucha, mocniej się przytulając.
- Nie zdziwi. Już się widzieliśmy dzisiaj. Robił posiłek dla Brennana, który swoją drogą, przeprosił mnie za ostatnie wydarzenia. – wyjaśnił mi.
- To się cieszę. The Heirs znów będzie w pełnym składzie. – cmoknęłam go w policzek.
- Ooo… Nasze gołąbeczki razem! – ucieszył się Benko.
- Dobrze, że się pogodziliście, bo… - zaczął Brandon.
- Powiemy im później. To jeszcze nie jest pewne. – przerwał mu Bren.
- Okay. My możemy zaczekać na tę wiadomość. – oznajmiłam.
Alex posadził mnie na krześle i przysunął do stołu. Sam usiadł obok.
- Co dziś dobrego na śniadanie? – spytał Lexiu.
-  Bułeczki z dżemem wiśniowym i herbata o smaku owoców leśnych. – mój brat podsunął nam talerze pod nosy. – Smacznego. – dodał i dołączył do nas.

Posiłek minął w miłej atmosferze, a koło 11, gdy przyszedł Eian zrobiliśmy próbę. Brennan z wielką pasją uderzał w perkusję, Eian z basem oraz Alex i Brandon z gitarami co chwilę zaczepiali perkusistę, natomiast ja grałam na swoim ukochanym tamburynku. Oczywiście ja i mój brat jeszcze śpiewaliśmy, a reszta robiła chórki. Było jak dawniej i to mi się podobało. Czułam się niesamowicie szczęśliwa i nic nie zapowiadało się na to, że może się to wkrótce zmienić…

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Rozdział 29

*Brandon*

Savannah wróciła z kawy z Eianem, ale nie sama. Oprócz tego, że przyprowadziła basistę to jeszcze jego ~ gnojka i śmiecia, Brennana Benko.
- Co tu robisz? – spytałem niemiłym tonem głosu.
- Chciałem przeprosić. – spuścił wzrok.
- Przeprosić? – prychnąłem. – To nie takie łatwe jak Ci się wydaje… Zraniłeś mnie, zniszczyłeś zespół. Alex od nas odszedł i nie zamierza wrócić.
- Przepraszam, no. Bałem się ojca. Już raz mnie z domu wyrzucił. Nie chciałem przechodzić drugi raz tego samego, a teraz mam gorzej. Straciłem przyjaciół, na których tak bardzo mi zależało. Straciłem też rodziców… Odwrócili się ode mnie, bo jestem kłamcą, oszustem i sami już wiecie kim. – posmutniał wyraźnie.
Okay, byłem na niego bardzo zły. Cholernie zły. Ale to, przez co przeszedł… Zacząłem rozumieć co czuł, czemu tak postąpił.
- Rozumiem, jeśli nie będziesz chciał mnie znać. – dodał z łzami w oczach.
- Tylko nie płacz Bren. – delikatnie objąłem chłopaka. – Wybaczam Ci. – dodałem po chwili i ucałowałem go w głowę.  – Może nie zapomnę tego jeszcze przez jakiś czas, ale nie chcę się kłócić.
- Dziękuję. Jesteś wspaniałym człowiekiem Brandon. Cieszę się, że między nami już w porządku. – uśmiechnął się lekko. – A co Alexa… On jeszcze wróci. Zobaczysz.

Tego wieczora jedliśmy kolację w czwórkę.
- Dobra ta sałatka. – pochwalił Eian.
- Sama robiłam. – Sav uśmiechnęła się do niego zalotnie. Czyżby zapomniała już o Alexie?
- Teraz wiadomo czemu jest lepsza niż u mamy. – zaśmiał się McNeely. – Zmieniając temat… Jak tam się dogadujecie z Brennanem? – zwrócił się do mnie.
- Pogodziliśmy się, ale na razie jesteśmy tylko przyjaciółmi. – oznajmiłem.
- Ale to się niebawem zmieni. – dodał Bren i cmoknął mnie w policzek. – A jak tam z Alexem? – spojrzał na Savannah.
- Napisał do mnie SMS-a, ale nie mam zamiaru mu odpisać. – mówiła, mieszając widelcem w talerzu.
- Nie tęsknisz? – spytałem.
- Może trochę… - mruknęła pod nosem.
- To skoro tęsknisz, a nie chcesz mu odpisać… Zadzwoń do niego! – wypalił Benko.
- I co mu powiem? 'Wracaj do zespołu, to była pomyłka'? Czy raczej 'Spadaj, znajdziemy kogoś na twoje miejsce'? – odparła sarkastycznie.
- No chyba to pierwsze. – zasugerował Bren, a Eian spojrzał na niego tak jakby miał go zaraz zadźgać nożem, którym wcześniej kroił bułkę.
- Wiecie co? Chyba tak zrobię. – wstała od stołu i ruszyła do swojego pokoju, by w spokoju wykonać telefon.
- Boję się, że to nie wypali… - westchnąłem, a perkusista objął mnie mocno.
- Nie masz czego. Zbyt silne uczucie ich łączy, aby nie wypaliło. – szepnął mi do ucha, łaskocząc mnie włosami po policzku, więc mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Ja już będę się zbierał. – McNeely podniósł się z krzesła. – Wpadnę jutro.  – skierował się do wyjścia.
- Pa Eian! – zawołaliśmy do niego jednocześnie i gdy wyszedł zaczęliśmy się całować.
Okłamałem ich trochę, bo nie chciałem, by uważali, że jestem zbyt łatwy. Tak w rzeczywistości, to bardzo tęskniłem za Brennanem… I jak widać, on za mną też.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Rozdział 28

*Elan*

Następnego popołudnia udałem się do kawiarni z Savannah.
- Co podać? - spytała kelnerka, gdy siedzieliśmy przy stoliku.
- Ja poproszę latte i ciasto jagodowe. - odezwała się Sav.
- Ja to samo. - zdecydowałem.
Kelnerka zanotowała sobie zamówienie i poszła.  Postanowiłem wznowić rozmowę z dziewczyną.
- I co z tym Alexem? - zapytałem.
- No napisał SMS-a. Ale nie wiem co zrobić. Odpisać czy nie... - ciężko wypuściła powietrze nosem.
- Jeśli go kochasz, to czemu nie... - oznajmiłem. - Rób jak uważasz. - dodałem.
- Chyba jednak nie zadzwonię... Zachował się jak zachował, co prawda przeprosił, ale to nie takie proste jak myśli. Może gdyby przyjechał... - zamyśliła się.
- A raczej tego nie zrobi. - mruknąłem pod nosem. - Myślałaś nad nowym związkiem, z nową osobą?
- Jeszcze nie. Potrzebuję trochę czasu. - powiedziała, rozglądając się po kawiarni. - Brennan! Hej! Bren! Chodź do nas! - zawołała i pomachała do niego ręką.
Benko dosiadł się do nas i uśmiechnął serdecznie do Hudson.
- Ja przepraszam Savi. Tak bardzo przepraszam. To co zrobiłem było głupie... - zaczął.
- Już okay, Bren. Nie jestem zła. - mówiła spokojnie.
- Chciałbym pogodzić się z Brandonem. Pomożesz mi? -  błagalnym wzrokiem patrzył na nią.
- Ummm... No nie wiem... Nie jestem pewna czy on tego chce... - przeciągała.
Byłem pewien, że się zgodzi, więc wtrąciłem się do ich wymiany zdań.
- Oczywiście, że pomoże. Ja również. - odezwałem się, a Savannah spiorunowała mnie wzrokiem.
- To super. Kiedy idziemy? - Benko ucieszył się na tę wiadomość.
- Jak tylko wypijemy kawę i zjemy ciasto. W końcu Eian stawia, więc trzeba korzystać. - zaśmiała się.
Miło, że zespół powoli się godzi. Być może jeszcze kiedyś zagramy razem...

Po około godzinie opuściliśmy kawiarnię. Bren nawijał całą drogę, a Savi wtrącała się od czasu do czasu. W końcu stanęliśmy pod drzwiami posiadłości Hudsonów. Dziewczyna otworzyła je i weszła.
- Brandon! Już jestem! - zawołała, a on po chwili pojawił się w korytarzu. Szybko się z nim przywitałem i udałem z Sav do salonu. Zostawiliśmy ich samych.
- Brennan? Co Ty tu robisz do jasnej cholery? - usłyszałem głos wyraźnie zdziwionego Brandona. Zapowiada się ciekawie...