poniedziałek, 12 września 2016

Rozdział 16

*Brennan*

Brandon kazał mi i Eianowi pojechać do kwiaciarni po jakieś wiechcie. Oczywiście jak to w mieście były korki. Staliśmy w centrum przez jakieś pół godziny!
- Zaraz się spóźnimy... Brandon będzie zły... - panikował McNeely.
- Spokojnie. Wszystko zdążymy. Jest dopiero po ósmej. - odezwałem się. - A z resztą... Lubisz śluby? Bo ja nie... To wszystkie jest takie sztuczne... Dlatego ja wymyśliłem plan na swój ślub zupełnie inaczej...
- No nie lubię... A jaki to plan?
- Wiesz, najpierw skromna ceremonia w kapliczce dla najbliższych, a później bal do rana w ogrodzie... Coś oryginalnego. - nie wdawałem się w szczegóły, bo korek powoli zaczął się zmniejszać i ruszyliśmy do przodu.
- Ciekawe podejście. Ja jeszcze nad tym nie myślałem. Tak, możesz się śmiać, ale jeszcze nad tym nie myślałem, a mam ponad dwadzieścia lat...
- Nikt się nie będzie śmiał... Co powiesz o Alexie? Jest niewiele od Ciebie starszy...
- Ale on... No wiesz, ma powodzenie u dziewczyn. A ja? Oczerniony przez brata ćpun.
- Co? - gwałtownie zahamowałem, bo jakiś wariat wyjechał z uliczki. - Jak jeździsz kretynie!? - wydarłem się na tamtego gościa. - Co? - znów zwróciłem się do Eiana.
- Nie wydasz mnie? - spojrzał na mnie z przejęciem.
- Oczywiście, że nie. Jesteśmy kumplami. - pokrzepiająco się uśmiechnąłem.
- Od czasu studiów mam problemy z narkotykami. Nie umiem przestać... Jesteś pierwszą osobą w zespole, która wie. Nie chciałem by Brandon wiedział, bo zależy mi ma tej pracy... - posmutniał.
- Nie dowie się. Obiecuję. - uścisnąłem z nim mały palec na znak obietnicy i ruszyłem dalej.
Do kwiaciarni dotarliśmy po około godzinie od wyjazdu spod domu Hudsonów. Weszliśmy do środka.
- Przyszliśmy po odbiór kwiatów na nazwisko Hudson.  - odezwałem się.
- Opłacone z góry. - dodał Eian.
- Dobrze... - kwiaciarka zerknęła w swój notes i poszła na zaplecze po wielki bukiet kwiatów. Kupowaliśmy jeden od całego zespołu, bo po co wydawać ponad cztery razy tyle, jak i tak postoją z tydzień góra. - Proszę. - ostrożnie podała mi zawinięte w papier kwiaty.
- Dziękujemy. Do widzenia. - oznajmił za nas obu McNeely i wypchnął mnie za drzwi.
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę powrotną. I znów utknęliśmy w korku.

-Brennan! Pośpiesz się! Zaraz wychodzimy! - wołał Brandon, gdy szykowałem się na ślub, a było już po obiedzie.
- Już, już! Tylko poprawię fryzurę! - odpowiedziałem i przeczesałem włosy ręką. Zostawiłem niepotrzebne rzeczy w pokoju ukochanego i zszedłem po schodach.
- No to idziemy. - Hudson przepuścił mnie w drzwiach, które po swoim wyjściu dokładnie zamknął.
Wsiedliśmy do auta chłopaka, oczywiście ja za kółkiem i pojechaliśmy do kościoła na ceremonię.
- Serio muszę tam być? - spytała po drodze Savannah.
- Musisz. Ryland jest bratem Rossa, a Ross to nasz dobry kumpel, jak i Ry kiedyś. - brat szybko jej to wyjaśnił.
Wykłócali się jeszcze tylko chwilę, gdyż dojechaliśmy już na miejsce. Wysiadłem z samochodu z gracją, otworzyłem drzwi Brandonowi i podałem mu rękę. Ścisnął ją lekko i razem skierowaliśmy się do kościoła.
- Pomyśl tylko... Kiedyś my będziemy tu jako para młoda... Tacy szczęśliwi... - rozmarzyłem się.
- Masz rację, skarbie. Kiedyś... Na razie jesteśmy młodzi. Mamy jeszcze czas. - cmoknął mnie w policzek.
- Kocham Cię. - szepnąłem.
- Ja Ciebie też. - złączył nasze usta w czułym pocałunku.
- Gołąbki nasze, idziemy już. - rzucił ze śmiechem Alex i łapiąc Sav w talii, ruszył do środka.
Usiedliśmy mniej więcej w połowie, z prawej strony, by mieć dobry widok na parę młodą. Goście zaczęli zajmować pozostałe miejsca, a Ryland stanął przy ołtarzu.
Po kilku minutach w drzwiach ujrzeliśmy Daisy. Miała długą białą suknię, welon do pasa i wielki bukiet róż. Wynajęty fotograf robił masę zdjęć, a kamerzysta nagrywał całą uroczystość.
Gdy nadszedł czas przysięgi, Savannah złapała Alexa za rękę i ze złością patrzyła jak jej były chłopak bierze ślub z inną. Zauważyłem na jej policzkach kilka łez. Może pod maską złości, którą na dziś przybrała tak naprawę kryje się smutek?

poniedziałek, 5 września 2016

Rozdział 15

*Savannah*

Następnego dnia Brandon wparował do mojego pokoju z samego rana.
- Wstawaj Savka! Już siódma. Czas się szykować. Dziś gramy na weselu,  więc chłopacy zaraz będą, a chyba nie chcesz by Flaggy Cię widział w takim stanie... - zawołał, stojąc w drzwiach.
- No już, już... - mruknęłam niezadowolona i zrzuciłam z siebie kołdrę.
Postawiłam nogi na posadzkę, od której bił chłód. Wzdrygnęłam się i szybciutko wciągnęłam miękkie kapcie. Chwyciłam szlafrok z krzesła i narzuciłam go na ramiona.

Od kiedy tylko rozpoczęłam naukę w szkole, Brandon codziennie rano przychodził i mnie budził. To miłe z jego strony, że tak o mnie dba. Zawsze pilnował bym bezpiecznie dotarła do szkoły i z powrotem. Zawsze szykował dla mnie śniadanka. Zawsze był obok, gdy go potrzebowałam. Zawsze.

Gdy Brandon opuścił mój pokój, wyciągnęłam z szafy nową szafirową sukienkę na cienkich koronkowych ramiączkach. W sumie cała góra była obszyta koronką, a dół lekko rozkloszowany i tiulowy. Wyjęłam też buty na wysokim obcasie, również szafirowe. Później przygotowałam też biżuterię ~ złotą z szafirami. Udałam się do łazienki wziąć relaksującą kąpiel w lawendowym płynie. Ah, jak miło... Następnie ubrałam zwykłe dżinsy i T-shirt i wyszłam na śniadanie. W kuchni zastałam Alexa.
- O, cześć. - rzucił, gdy mnie ujrzał. - Chcesz bułkę? - zapytał.
- Pewnie. - dosiadłam się.
- Brandon chce pojechać szybciej ustawić sprzęt, więc jestem... - opowiadał. - ...Prosił bym Ci pomógł się wyszykować, bo podobno dużo czasu Ci to zajmuje... - podsunął mi bułeczkę.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się i ugryzłam pieczywo. - Wiesz, sama dam sobie radę, ale jeśli chcesz... Możesz mi pomóc. Przyda się ktoś do zapięcia sukienki...
- Ja bym tam wolał ją rozpiąć... - szepnął, ale i tak go usłyszałam.
- Coś mówiłeś? - spojrzałam na niego.
- Nie, nic. - był nieco zakłopotany. - Jedz, jedz... - dodał i wstał od stołu. - Pozmywam naczynia. - podwinął rękawy od koszulki i zaczął zmywać.
On ewidentnie coś do mnie czuje, ale raczej prędko się nie przyzna...

Po śniadaniu poszłam umyć i ułożyć włosy. Alex mi pomagał, gdyż przy takiej długości ciężko je umyć w umywalce. Flagstad delikatnie namoczył moje włosy i wmasował szampon, który później dokładnie spłukał. Ostrożnie osuszył je ręcznikiem i rozczesał grzebieniem.
- I już. - oznajmił i uśmiechnął się do mnie.
- To teraz twoja kolej. - zaśmiałam się i złapałam go za szyję.
Umyłam mu jego urocze loczki, a następnie postanowiłam ułożyć na suszarkę. Gdy skończyłam fryzurę, chciałam wyłączyć urządzenie, ale w tym momencie z kabla sypnęły się iskry. Rzuciłam suszarką w Flaggy'ego, który upuścił ją na podłogę.
- Nic Ci nie jest? - spytał z troską.
- Yh, chyba tak. - odparłam. - Tylko troszkę boli. - pokazałam mu lekko przypalony fragment skóry.
- Daj rękę. - chwycił moją dłoń i włożył pod malutki strumień zimnej wody.
Po chwili ze skóry zniknął czarny ślad, ale blizna pewnie zostanie. Alex pokremował moją dłoń, a następnie zajął się urządzeniem.
- Macie jeszcze jedną suszarkę? - spytał i odłożył popsuty sprzęt na bok.
- Mam. W swoim pokoju. Ale boję się jej użyć... - odpowiedziałam.
- A ja mogę? Znam się trochę, więc mogę wysuszyć twoje śliczne włosy i jakoś je uczesać... - próbował mnie przekonać.
- Zgoda. Chodź ze mną. - złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą.
Jak dobrze, że na świecie istnieją tacy ludzie jak Lexiu...

--------------------------------------
Historia z suszarką oparta na prawdziwych wydarzeniach. Nie próbować w domu!

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Rozdział 14

*Brandon*

Następnego ranka spotkaliśmy się u Brennana. Jego brat Tyler wyjechał na weekend z kumplami, więc mieliśmy cały dom dla siebie.
- A o to i skromna willa rodzeństwa Benko. - Bren pokazał nam średniej wielkości dom, stojący w malowniczej okolicy drzew i krzewów.
- Przepięknie tu... - zachwyciła się Sav i oparła głowę o ramię Alexa.
- Rzeczywiście pięknie... - wtórował jej Eian. - A jakie rośliny tu hodujecie?
- Róże, dalie, piwonie... - wskazał na poszczególne kwiaty ogrodowe. - I nie Eian, nie hodujemy tutaj tego co myślisz..- dodał na koniec. - Może wejdziemy do środka? - zaproponował.
Savannah ruszyła pierwsza, a za nią Alex i Eian. Ja i Bren weszliśmy ostatni. Wnętrze było bogate, w doniczkach stały paprocie i orchidee, na ścianach wisiały obrazy, meble były w nowoczesnym stylu.
- Tu jest jak w raju. - Savka rozglądała się po pomieszczeniu. - Jak wezmę ślub to zamieszkam w takim albo jeszcze ładniejszym. - dodała, znacząco patrząc na Flagstada.
- A ja być może zamieszkam tu. - objąłem Brennana ramieniem i ucałowałem go w policzek.

Po próbie Brennan odczekał chwilę aż zostaliśmy sami.
- Mam niespodziankę. - rzucił i zawiązał mi na oczach swoją chustkę, którą miał na szyi. - Daj mi dłoń. - delikatnie chwycił mnie za rękę.
Ruszyliśmy powoli. Zastanawiałem się co przygotował... Po Benko można się wszystkiego spodziewać.
- I już. - oznajmił, gdy się zatrzymaliśmy i zdjął z moich oczu przepaskę.
Ujrzałem całą ścianę obklejoną moimi zdjęciami. Stała przy niej półka z kwiatami i zapalonymi świecami.
- Wow. To jest niesamowite, Bren. Dziękuję. - przytuliłem go mocno mimo lekkiego zamieszania. Po raz pierwszy spotkałem się z czymś takim.
- Cieszę się, że Ci się podoba. Sporo czasu mi zajęło stworzenie tego ołtarzyku ku twojej czci. - uśmiechnął się. - I wiem, że jest niesamowite... Jak Ty... - czule pocałował moje usta.
- Ty też jesteś... - odwzajemniłem pocałunek.
Zaczęliśmy całować się coraz namiętniej. Dotknąłem jego włosów i spojrzałem głęboko w oczy.
- Jesteś pewien? - spytałem.
- Yhy. - mruknął i wpił się w moje usta.
Skierowaliśmy się w stronę łóżka. Brennan położył się na nim i przyciągnął mnie do siebie.
- Kocham Cię Brandon. Tak cholernie mocno Cię kocham. - wyszeptał.
- Ja Ciebie równie mocno. - odpowiedziałem mu i powolnym ruchem pozbyłem się jego koszulki.
Benko ostrożnie rozpinał guziki od mojej koszuli, a ja bawiłem się pasemkiem jego włosów. Później zdjąłem mu spodnie i bieliznę, a on mi. Byliśmy wobec siebie czuli... Po tym co przeszedł... Nie chciałem by Bren się zraził... Tak bardzo mi na nim zależy... Jak na nikim innym wcześniej...

-------------------------------------
Witajcie serdecznie!
Uwielbiam ten rozdział, a w szczególności końcówkę - dlatego dedykuję go Rikeroholic (to ona podsunęła mi pomysł z ołtarzykiem).
Kto by pomyślał, że już za tydzień ponownie szkoła... Na pewno nie ja - ciągle żyjąca w świecie Fan Fiction ;)
Pozdrowionka i udanego ostatniego tygodnia odpoczynku (właściwie to do czwartku 1.09.) ;)

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Rozdział 13

*Eian*

Kolejna poranna pobudka. 7:10, a McNeely juz na nogach ~ po prostu cud. Zastanawiam się tylko czemu próby muszą być tak wcześnie? Brandon nie ma co robić?
Leniwie zwlokłem się z łóżka i udałem się do łazienki. Zimny prysznic na rozbudzenie to jest to czego potrzebowałem.
- Eian! Zaraz twoja banda znajomych wpadnie a tu taki bajzel! - brat wpadł do łazienki i nawrzeszczał na mnie.
- To Ty zrobiłeś wczoraj bałagan, nie ja. - broniłem się, ale i tak nie miało to sensu.
Naszą kłótnię przerwał dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę. - zadeklarowałem i bez koszulki ruszyłem do drzwi. Gdy je otworzyłem zobaczyłem cały zespół. - Wejdźcie. Ja zaraz do Was dołączę. - oznajmiłem i poszedłem szybko się ogarnąć.

Po kwadransie dołączyłem do The Heirs i zaczęliśmy próbę. Cały czas zerkaliśmy na siebie z Savką. Może i coś kręci z Flagstadem, ale ja jestem pewien, że to ja, a nie Alex, wpadłem jej w oko.

Później nadszedł czas na obiad. Mój brat przygotował jakąś zupę, więc poczęstowałem znajomych tym.
- Nawet dobre. - rzucił Brennan, wiosłując łyżką w misce.
- No co Ty. To jest pyszne. - powiedział Brandon z pełną buzią.
- Cieszę się, że Wam smakuje. - uśmiechnąłem się do nich.

Po posiłku usiedliśmy w salonie i rozmawialiśmy na temat zbliżającej się trasy. Savannah uśmiechała się do Alexa, a mnie ukuła zazdrość.
Siostra Brandona jest taka piękna, utalentowana... Spodobała mi się od pierwszego wejrzenia. Tak bardzo chciałbym ją mieć... Teraz liczę tylko na to, że ona i Flagstad szybko przestaną ze sobą kręcić...
- Tak sobie pomyślałem, że spotkamy się jutro u Brennana na ostatnią próbę przed ślubem Rylanda... - odezwał się Brandon. - Tylko nie wiem czy on się zgodzi... I jego brat...
- Dla Ciebie wszystko, kochanie. - odparł Bren i cmoknął Hudsona w usta.
Zdziwiłem się bardzo. Brandon i Brennan razem? Ciekawe jakie jeszcze tajemnice skrywa The Heirs...


--------------------------------------
Witajcie serdecznie!
W piątek (19.08.) wystartował nowy blog, także z The Heirs.
Głównym bohaterem jest Alex - karawaniarz, który niespodziewanie znika.
Czy się znajdzie? Przeczytajcie sami...
Pozdrowionka i do napisania <3

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Rozdział 12

*Brennan*

Savannah poszła z Alexem do jego pokoju, a my biedni musieliśmy siedzieć w salonie i wysłuchać opowiadań pani Michaele Flagstad jakim to jej niedoszły mąż był chamem, a dzieci (z wyjątkiem 'Lexia') to tacy niewdzięcznicy... Okropne nudy.
Oparłem głowę na ramieniu Brandona, a ten najzwyczajniej w świecie splótł nasze palce. Podniosłem na niego wzrok, spojrzenia się spotkały i... Pocałował mnie. Brandon Hudson mnie pocałował! Nie pozostałem mu dłużny i odwzajemniłem całusa. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie.

Gdy Savka i Flaggy wrócili do salonu, Eian oznajmił, że na nas już pora. Zostawiliśmy Alexa samego z mamą i we czwórkę pojechaliśmy do Hudsonów. Tam zjedliśmy szybką kolację (tak, straciliśmy tyle czasu) i wypiliśmy po piwku (Sav daliśmy soczek). McNeely zebrał się do siebie przed 23. Siedzieliśmy we trójkę.
- Savka, idź już spać. Jutro z rana próba u Eiana. - Brandon ewidentnie chciał pozbyć się siostry.
- No dobra. Niech Ci będzie. - niechętnie wstała z kanapy i poszła do swojego przytulnego pokoju, zwanego również 'Królestwem Savannah' lub najzwyczajniej sypialnią.
- I co Bren? Zostaliśmy sami... A ja mam tak wielką ochotę na Ciebie... - zmysłowo przeczesał włosy.
- Zgoda. - usiadłem mu na kolana i wpiłem się w jego usta.
Chłopak zdjął moją koszulkę, więc zrobiłem to samo z jego.
- Chodźmy do mnie. Savka czasami lubi chodzić w nocy po wodę do kuchni. - ukochany chwycił mnie za rękę, zabrał koszulki z podłogi i zaprowadził do sypialni.
Gdy byliśmy już w jego pokoju, pchnął mnie na łóżko, a sam nachylił się nade mną. Składał na moich ustach coraz namiętniejsze pocałunki, zdejmował ze mnie rzeczy. Ja robiłem to samo.

Pamiętam swój pierwszy raz. Był on z moją przyjaciółką na obozie. Z początku było naprawdę miło, ale gdy powiedziała mi, że to tylko po to by nie być jedyną dziewicą w klasie... Wszystko runęło. Zerwałem z nią kontakt i od tej pory nigdy tego nie zrobiłem...

- Wiesz co Brandon. Lepiej nie. - odsunąłem się od Hudsona i chwyciłem swoje bokserki, leżące na podłodze. - Przepraszam. - wstałem z łóżka i ubrałem bieliznę.
- Bren, zrobiłem coś nie tak, skarbie? - chłopak przytulił się do moich pleców.
- Nie. Ty robisz wszystko dobrze. To ze mną jest coś nie tak... - łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
- Nie płacz, kochanie. - starł moje łzy i posadził z powrotem na łóżku. - Opowiedz mi wszystko, ze szczegółami. - poprosił, a ja po prostu otworzyłem się przed nim. Wiedziałem, że tylko na prawdzie zbudujemy silny i wieczny związek.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Rozdział 11

*Alex*

Po śniadaniu w domu Hudsonów, udaliśmy się do mnie.
- Lexiu! Przyprowadziłeś znajomych! - moja matka od wejścia zaczęła nas ściskać. - O! Jaka Ty śliczniutka! - zachwyciła się Savką.
- Oh, dziękuję. - dziewczyna uśmiechnęła się uroczo, a jej policzki zrobiły się lekko różowawe.
- Mamo, nie zawstydzaj jej. - odezwałem się. -  A tak w ogóle... To jest Savannah, jej brat Brandon i nasi kumple Brennan i Eian. - przedstawiłem zespół.
- Miło poznać. Michaele Flagstad, mama tego słodziaka. - poczochrała mnie po włosach.
Kocham matkę, ale bez przesady. Zawsze się tak zachowuje, a potem się dziwi, że nie mam znajomych, a tym bardziej dziewczyny.
- Upiekę ciasteczka, a wy już idźcie zrobić tą swoją próbę. - oznajmiła i zniknęła w kuchni.
- To co? Zaczynamy próbę? - spytałem.
- Pewnie. Nie traćmy czasu. - Brandon objął Brennana ramieniem i ruszył w kierunku garażu.
- Ej! Instrumenty są w specjalnym pokoju. Chodźcie za mną. - zawołałem i zaprowadziłem ich do tzw. pokoju muzycznego.

Po próbie usiedliśmy w salonie z moją mamą, która przyniosła nam ciastka. Rozmawialiśmy trochę o naszej twórczości, a trochę moja matka nawijała o mnie.
- A mówiłam już jaki Alex był słodki jak szedł do pierwszej komunii? A jak kończył studia, jaki był dojrzały? - ciągnęła i ciągnęła.
- Sav, chodź ze mną. - szepnąłem dziewczynie na ucho.
Chwilę później siedzieliśmy w swoim pokoju. Chciałem sam jej opowiedzieć o swoich problemach z przeszłości, ale nieco później, więc zabrałem ją z dala od mamy.
- Witam w moim skromnym zakątku. - pokazałem dziewczynie pomieszczenie. - Usiądź. - wskazałem na łóżko. - Chcę Ci coś pokazać. - wziąłem gitarę stojąca obok okna. - To stary utwór mojej grupy, ale chciałem abyś go usłyszała. - poinformowałem ją i zagrałem pierwsze dzięki 'Fending For Yourself'. Savka uśmiechnęła się zachęcająco, więc zacząłem śpiewać.
- To jest niesamowite! - krzyknęła, gdy skończyłem. - Ty sam jesteś niesamowity. - dodała, ale po chwili spuściła głowę. - Znaczy się, jesteś dobrym muzykiem. - poprawiła się nieco zakłopotana.
- Dzięki. - usiadłem obok niej. - Powiesz mi coś więcej o sobie?
- Jasne. A później Ty coś o sobie? - położyła się na poduszki.
- Później, owszem. Na razie nie jestem jeszcze gotowy. - położyłem się tuż przy niej, a ona przytuliła do mnie swoją głowę.
- Kiedy byłam mała, Brandon zawsze mnie pilnował i do teraz tak mu zostało. - zaśmiała się uroczo. - Gdy byłam w związku z Rylandem, tak tym, którego poznaliśmy, myślałam, że to już związek na zawsze. Ale jak zwykle się myliłam... Nigdy mnie nie kochał, a mój brat uświadomił mi to dopiero niedawno. Byłam tak głupia, że przez trzy miesiące wyłam po rozstaniu z nim, nie jadłam, nie piłam, nawet nie spałam, a nie mówiąc już o opuszczaniu pokoju, gdzie panowała totalna ciemność, bo opuściłam rolety... - otworzyła się przede mną.
W tamtej chwili poczułem się wyjątkowo. Ledwo mnie znała, a tak mi ufała.
Objąłem dziewczynę mocniej i w skupieniu jej słuchałem.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Rozdział 10

*Savannah*

Rano obudziłam się wtulona w Alexa. Rozejrzałam się wokół. Dom Lynchów, a ja byłam naga i leżałam z Flaggym w fotelu. Wstałam w pośpiechu, ubrałam bieliznę oraz koszulkę chłopaka i poszłam do kuchni. Doskonale pamiętałam, gdzie Ry chował tabletki na kaca. Otworzyłam szafkę, wyciągnęłam pudełko, a z niego jedną kapsułkę. Nalałam jeszcze wody do szklanki i połknęłam tabletkę.
- Savannah? - odwróciłam się i zobaczyłam panią Lynch. Była zdziwiona moim widokiem.
- Dzień dobry pani Lynch. - uśmiechnęłam się do niej.
- Co Ty tu robisz? W samej koszulce? - spytała.
- Nocowałam. Ross nas zaprosił. - oznajmiłam i naciągnęłam mocniej koszulkę Alexa.
- Aha. - mruknęła pod nosem i zaczęła szykować śniadanie dla swoich dzieci. Ja i zespół musimy zjeść u siebie.
Wróciłam do salonu i obudziłam Flaggy'ego. Oddałam mu koszulkę i oboje szybko się ubraliśmy. Dopiero wtedy szturnęłam Brandona, Brennana i Eiana. Zebraliśmy się w kilka minut i jeszcze nim Ryland wstał opuściliśmy ich mieszkanie.

Gdy Benko odwiózł nas do domu, przygotowałam tym głodomorom posiłek. Zrobiłam cały talerz kanapek z sałatą, serem, szynką, pomidorem i ogórkiem. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść.
- Mmm... Dobre kanapki Savciu. - Alex pochwalił mnie. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Lexiu mnie docenia...
- Dzięki. - posłałam mu promienny uśmiech.
- Nie zarywaj do mojej siostry. - Brandon rzucił pół żartem, pół serio i ugryzł kanapkę.
- Ja do niej nie zarywam. Wiem, że jest do mnie za młodziutka. - Flaggy spojrzał na mnie i mruknął okiem.
Ah Lexiu... Taki drobny flirt między przyjaciółmi to chyba nic złego? I zakazanego?
- Ale i tak wolę uprzedzić. - brat kontynuował. - Wiesz, Savka jest młoda i głupiutka. Nie chcę by cierpiała jak po rozstaniu z Rylandem... - opowiadał.
- Odrobina miłości odmieni twoje życie... - zacytował Brennan. - Bynajmniej tak mnie uczyli rodzice.
- Trochę narkotyków również. - dodał Eian, a my wszyscy na niego spojrzeliśmy. - Tak tylko mówię. Nie żebym sam ćpał. - wyparł się szybko.
- My Cię o nic nie osądzamy. To luźna rozmowa przy posiłku. - wtrąciłam się i wstałam by podać im herbaty.
Nigdy nie lubiłam kłótni, więc starałam się temu zapobiegać. I teraz właśnie tak było...