*Savannah*
Udałam się do swojego pokoju, aby zadzwonić do Alexa. Usiadłam na
łóżku i wybrałam numer. Jeden sygnał, drugi, trzeci…
- Savannah? – w końcu usłyszałam głos zdziwionego Flagstada w
słuchawce.
- Tak, to ja. – odparłam. – Pisałeś wczoraj…
- No i…?
- Chciałeś bym zadzwoniła lub odpisała lub cokolwiek innego, bylebyś
miał ode mnie jakiś znak. Więc dzwonię.
- Pamiętałaś. Dziękuję. – powiedział uradowany. – I jeszcze raz
przepraszam za wszystko. Skopałem sprawę, wiem. Możesz chcieć rozwód, zwrot
obrączki, wszystko…
- Ale ja nie chcę rozwodu. – przerwałam mu. - Chcę jedynie abyś
przyjechał do mnie, tutaj, do LA i był mimo wszystko.
- Naprawdę? – niedowierzał.
- Naprawdę. I chcę jeszcze jedno.
- Dla Ciebie wszystko księżniczko.
- Wróć do The Heirs.
- Wrócę. Pokochałem Ciebie, polubiłem pracę z Tobą w zespole. Dziękuję
za taką szansę.
- Ja Ci dziękuję, że nadal mnie chcesz. Tą małą wariatkę z tamburynem.
– zaśmiałam się.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chcę. Zaraz spakuję swoje rzeczy i
pierwszym lotem udaje się do Ciebie, żabciu.
- Czekam, szybujący wiewiórze.
- Niebawem będę. – zamilkł na chwilę. – Zaraz, skąd wiesz o szybującym
wiewiórze?
- Mam swoje tajne źródła. – odpowiedziałam mu tajemniczo. – Naprawdę
to oglądałam filmiki z Tobą, tak bardzo tęskniłam…
- No tak. Filmiki. Myślałem, że nikt już tego nie ogląda, a jednak.
Moja mała Savi… - westchnął cicho. – Kończę. Zaraz zbieram się do powrotu. Pa
słoneczko.
- Pa kochanie. – rozłączyłam się i odłożyłam telefon na stolik.
Zabrałam swoją halkę i udałam się do łazienki. Szybki prysznic i spać.
Rano otworzyłam oczy i leniwie się przeciągnęłam. Usiadłam na skraju
łóżka i dopiero wtedy zauważyłam Alexa śpiącego w ubraniu z wielkim pluszowym
misiem. Ucałowałam go w czoło i wstałam. Podeszłam do stolika, gdzie stał wazon
w wielkim bukietem czerwonych róż ułożonych w kształt serca, a wśród nich
liścik.
- Dla mojej kochanej Savi ♡ Flaggy. – przeczytałam na głos i
odwróciłam się w stronę łóżka.
Wyciągnęłam Alexowi spod pachy misia i posadziłam go obok wazonu, a
następnie wskoczyłam na ukochanego. Zdezorientowany otworzył oczy i gdy nasze
spojrzenia się spotkały, uśmiechnął szeroko.
- Dzień dobry szybujący wiewiórze. – rzuciłam ze śmiechem i pocałowałam go czule w usta.
- Dzień dobry księżniczko. – odpowiedział i ponownie złączył nasze
usta. – Kocham Cię. – wyszeptał między pocałunkami.
- Ja Ciebie też. – odparłam, gdy się w końcu od siebie odsunęliśmy. –
Wstajemy na śniadanie?
- Chętnie. Zrobiłem się głodny, przez tę nocną podróż. – objął mnie
mocno i podniósł się z łóżka ze mną na rękach, a następnie skierował do kuchni.
- Ale się Brandon zdziwi… - szepnęłam mu do ucha, mocniej się
przytulając.
- Nie zdziwi. Już się widzieliśmy dzisiaj. Robił posiłek dla Brennana,
który swoją drogą, przeprosił mnie za ostatnie wydarzenia. – wyjaśnił mi.
- To się cieszę. The Heirs znów będzie w pełnym składzie. – cmoknęłam
go w policzek.
- Ooo… Nasze gołąbeczki razem! – ucieszył się Benko.
- Dobrze, że się pogodziliście, bo… - zaczął Brandon.
- Powiemy im później. To jeszcze nie jest pewne. – przerwał mu Bren.
- Okay. My możemy zaczekać na tę wiadomość. – oznajmiłam.
Alex posadził mnie na krześle i przysunął do stołu. Sam usiadł obok.
- Co dziś dobrego na śniadanie? – spytał Lexiu.
- Bułeczki z dżemem wiśniowym i
herbata o smaku owoców leśnych. – mój brat podsunął nam talerze pod nosy. –
Smacznego. – dodał i dołączył do nas.
Posiłek minął w miłej atmosferze, a koło 11, gdy przyszedł Eian
zrobiliśmy próbę. Brennan z wielką pasją uderzał w perkusję, Eian z basem oraz
Alex i Brandon z gitarami co chwilę zaczepiali perkusistę, natomiast ja grałam
na swoim ukochanym tamburynku. Oczywiście ja i mój brat jeszcze śpiewaliśmy, a
reszta robiła chórki. Było jak dawniej i to mi się podobało. Czułam się
niesamowicie szczęśliwa i nic nie zapowiadało się na to, że może się to wkrótce
zmienić…