poniedziałek, 24 października 2016

Rozdział 22

Ze specjalną dedykacją dla Rikeroholic <3 Jeden z naszych ulubionych.

*Brennan*

W nocy nie mogłem spać. Brandon cicho chrapał, wtulony w mój tors. Spojrzałem na niego, odgarnąłem mu włosy z twarzy i ucałowałem go w czoło. Mój kochany Brandonek... Cieszę się, że Bóg postawił go na mojej drodze. Zamknąłem oczy i uśmiechnąłem się lekko. Przypomniałem sobie nasze cudne chwile od dnia, w którym się poznaliśmy. Pierwszy pocałunek, pierwsza wspólna noc, pierwszy koncert... To wszystko było takie magiczne. Poczułem się kochany, tak szczerze.
- Nie śpisz Bren? - usłyszałem głos ukochanego, więc otworzyłem ponownie oczy.
- Jakoś nie umiem. Za dużo wrażeń w zbyt krótkim czasie. - odpowiedziałem i obróciłem się na bok, by leżeć do niego twarzą.
- Spróbuj chociaż. Przytul się do mnie. - objął mnie delikatnie.
- Dziękuję, że jesteś. - złożyłem pocałunek na wysokości jego serca.
- To ja Ci dziękuję. Po raz pierwszy jestem szczęśliwy. - pocałował mnie w czubek głowy. - Dobranoc skarbie. - szepnął mi do ucha.
- Dobranoc miśku. - odparłem i poprawiłem kołdrę.

Rankiem wstałem szybciej i zszedłem do stołówki. Wybrałem składniki na śniadanko ze stołu szwedzkiego i przygotowałem posiłek dla siebie i Brandona, który następnie zaniosłem do jego pokoju. Postawiłem tacę na rogu. Hudson tak słodko spał, że postanowiłem go nie budzić. Po cichu wyszedłem na korytarz i skierowałem się do Alexa. Chciałem z nim porozmawiać i przekonać, by wybrał się dziś z nami na spacer i być może do domu jego dzieciństwa. Zapukałem lekko i uchyliłem drzwi. Wsunąłem głowę w szparę i zobaczyłem jak Flagstad tuli do siebie Savannah. Brandonowi by się to nie spodobało.
- Dzień dobry! - krzyknąłem i pewnym krokiem ruszyłem w głąb pomieszczenia. - Jak się spało?
- Dobrze. - Alex rzucił krótko i naciągnął kołdrę tak, aby nikt nie widział, że Sav jest przy nim.
- A co tam ukrywasz? Może siostrę Brandona? - zasugerowałem.
- No co Ty. Mam zakaz bycia z nią, tym bardziej sam na sam. - zaczął się wykręcać.
- Wiedz, że i tak Brandon się dowie. Zaraz mu powiem. - oznajmiłem stanowczo i wróciłem do pokoju mojego skarba.
- Ooo... Widzę, że przygotowałeś śniadanie. - chłopak uśmiechnął się do mnie od wejścia.
- Tak. Specjalnie dla Ciebie. - usiadłem obok niego. - Ale nim zaczniemy jeść, jest jedna sprawa. Byłem u Alexa. Spał z Savką.
- Co!? Zaraz mu pokażę! - zerwał się z łóżka i nie zwracając uwagi na to, że jest prawie nagi wbiegł do pokoju gitarzysty. - Co to ma znaczyć!? Zabiję Cię Flagstad! Zabiję! - darł się jak opętany. - Wstawaj Ty tchórzu! Wstawaj! - chwycił stojąca na stoliku lampkę po winie.
- Brandon daj mi to wyjaśnić. - Alex ubrał pod kołdrą bieliznę i stanął twarzą w twarz z Hudsonem.
- Nic mi nie tłumacz. Posłuchaj jedynie. Od teraz będziesz się trzymał na przynajmniej metr odległości od Savci. Jest za młoda dla Ciebie.
- Ja próbowałem. To Sav przyszła do mnie. Nie prosiłem jej.
- Nie prosiłeś? Sama przyszła? - zaczął się wyśmiewać. - To mnie nie interesuje. Savannah da Ci spokój, dopilnuję by Cię nie kusiła.
- Dość. - przerwałem im. - Alex odpuść sobie Sav, a Ty Brandon choć już jeść. - objąłem go w pasie i pociągnąłem w stronę drzwi.
- Pożałujesz, że się w romans z moją siostrą wplątałeś. Pożałujesz. - rzucił kieliszek w kierunku Flaggy'ego i wyszedł za mną. - Irytuje mnie ten gościu. - dodał i poszliśmy.
Ostatnim czasem Brandon jest bardzo wybuchowy. Nie wiem czy to wina sławy, trasy czy osobistych spraw... Ale mam zamiar się dowiedzieć i w miarę swoich możliwości pomóc.

poniedziałek, 17 października 2016

Rozdział 21

*Alex*

Następnego dnia pojechaliśmy dalej, do kolejnego amerykańskiego miasta zwanego Chicago.  Tego wieczora zaraz po koncercie zamknąłem się w swoim hotelowym pokoju. Położyłem się na łóżku i ukryłem twarz w poduszkach. Trzymałem się z daleka od ukochanej. Robiłem to tylko i wyłącznie dla dobra zespołu, a przede wszystkim jej.

Rankiem przyszedł do mnie Brandon.
- Wstawaj Alex. Mamy dziś wywiad. Chyba nie chcesz się spóźnić... - wołał z progu.
- Idźcie beze mnie. Nie czuję się najlepiej. - mruknąłem i zarzuciłem kołdrę na głowę.
Chciałem zniknąć raz na zawsze. Wmawiałem sobie, że nic mi nie jest... A teraz? Nawrót depresji. W jeden dzień znienawidziłem siebie.

Wieczorem przyszła do mnie Savannah.
- Cześć. - rzuciła nieśmiało. - Nawet nie wiesz jak nudno było na wywiadzie bez Ciebie. - usiadła na moim łóżku i pogłaskała moje włosy. - Kocham Cię. - nachyliła się nade mną i czule pocałowała w usta.
- Też Cię kocham. - odpowiedziałem jej, ale nic więcej nie zrobiłem. Źle się czułem z tym zakazem, ale musiałem go przestrzegać jeśli chciałem pozostać w The Heirs.
- A może wzięlibyśmy potajemny ślub? - zapytała.
W normalnej sytuacji powiedziałbym 'Okay. A kiedy im powiemy?', ale teraz? Kiedy atmosfera jest taka napięta...
- Nie wiem czy to dobry pomysł. - odezwałem się po chwili. - Ale się zgadzam. - przyciągnąłem ją do siebie.
- W takim razie spotkajmy się za kwadrans przed hotelem. Mam tu znajomego księdza, udzieli nam ślubu w kaplicy.
- Okay. - posłałem jej szczery uśmiech, pierwszy uśmiech w dniu dzisiejszym.
Wyszła, a ja zacząłem się przebierać. W końcu w dresach do ślubu nie wypada.

Spotkaliśmy się przed hotelem. Savcia chwyciła mnie za dłoń i zaczęła prowadzić mnie w dobrze mi znanym kierunku. W kierunku kaplicy, w której miałem swój chrzest. Po kilku minutach  byliśmy na miejscu. Hudson przeprowadziła z kapłanem krótką rozmowę.
- Czekamy tylko na Rydel i Courtney. - oznajmiła. - Poprosiłam je o tę drobną przysługę dziś rano. - dodała z uśmiechem.
- Super. A obrączki?
- Mam srebrne. Przynajmniej nikt się nie domyśli.
To było naprawdę sprytne. Cieszę się, że taka istota jak Sav Hudson będzie moją żoną.

Gdy w kaplicy zjawiły się dziewczyny, ceremonia się rozpoczęła. Była ona krótsza niż tradycyjnie. Przysięgliśmy sobie z Savcią miłość, wierność i uczciwość, a następnie udaliśmy się ze świadkowymi na imprezę do R5. Akurat wracali z koncertu swoich idoli.
- Savannah? - Ross był zaskoczony jej obecnością.
- Tak. Tylko proszę, nie mów nic Brandonowi. On nie wie, że jestem z Alexem. - spojrzała na niego błagalnym wzrokiem. - W związku. - dodała, widząc lekką dezorientację Lyncha.
- Okay. - zgodził się. - Chodźcie za mną, noc jeszcze młoda. - ruszył przodem, a my za nim.

Pobalowaliśmy do trzeciej i wróciliśmy do hotelu. Savka, już mniej przerażona, zabrała mnie do swojego pokoju. Tam spełniliśmy małżeńską powinność.

poniedziałek, 10 października 2016

Rozdział 20

*Eian*

Tego wieczora graliśmy pierwszy koncert.
- Gotowi? - spytał Brandon przed wyjściem na scenę.
- Owszem. - Sav odpowiedziała za wszystkich.
Wyszliśmy i stanęliśmy się na stałych miejscach. Reflektory rozbłysły jasnym światłem. Brennan zagrał pierwsze dźwięki i już wiedzieliśmy, że zaczyna się od 'Ecliptic'. Każdy po kolei włączał się do utworu, aż w końcu rozkręciliśmy się na dobre. Sav tańczyła całym ciałem, ale rękoma i biodrami najbardziej. Alex kiwał się w rytm, a ja i Brandon zaczepialiśmy Benko. Wszystko było takie magiczne. Po raz pierwszy spotkałem się z taką wspaniałą publicznością.

Zeszliśmy ze sceny, opuściliśmy klub i wróciliśmy do hotelu. Brandon i Brennan szybko zniknęli w pokoju tego drugiego, a Sav poszła z Alexem. Bardzo jej pragnąłem, że musiałem to zrobić. Poszedłem do Brandona, choć groziły mi niezbyt miłe dla oczu widoki. Zapukałem lekko do drzwi i gdy usłyszałem 'Proszę', otworzyłem je i stanąłem w progu.
- Brandon, bo jest taka sprawa... Savannah poszła z Flagstadem do jego pokoju. A wiem, że jesteś temu przeciwny, więc mówię z góry. - przedstawiłem krótko całą sytuację.
- Ja już im pokażę! - Hudson zerwał się z łóżka i wbiegł do pokoju gitarzysty. - A ładnie to tak z moją nieletnią siostrą takie rzeczy robić!?
- Yyy... My tylko... Szukaliśmy kontaktu, by podłączyć telefony do ładowania. - Sav była nieco zakłopotana.
- I dlatego robiliście to nago? - spytałem.
- My... No wiesz... Chcieliśmy tylko... - zaczął Alex.
- Żadnego 'chcieliśmy tylko'! Od teraz będę Was pilnował! I jeśli jeszcze raz zobaczę Was w podobnej sytuacji to Cię chyba zabiję Flagstad! - wycedził przez zęby. - A teraz Savciu pójdziesz grzecznie do siebie. - zarządził i rozeszliśmy się.

Obudziłem się około 4 nas ranem. Na boso wyszedłem na korytarz, a z niego na balkon i zapaliłem papierosa. Zaciągnąłem się mocno, a z wydychanym po tym powietrzem ulotniły się wszystkie moje wyrzuty sumienia oraz zmartwienia.
Palenie, od kiedy tylko pamiętam, zawsze mnie uspokajało. Zazwyczaj robiłem to zamknięty sam w pokoju, gdy mój świat się walił. Koledzy ze szkoły dokuczali mi prawie codziennie. Rodzice nigdy nic u nauczycieli nie załatwili, co później odbiło się na mnie na studiach. Byłem nieśmiały, zamknięty w sobie. Taka mała szara myszka. To trwało może z semestr. Później spotkałem takiego jednego, który wkręcił mnie do swojej paczki, a później wpędził w nałóg narkotykowy. Już nigdy później się z tego nie wyplątałem i zapewne tak pozostanie.

---------------------------------------
Witajcie!
Jak widzicie, nowy nagłówek - podoba się?
A w ogóle to zauważył ktoś, że już połowa za nami? Szybko ten czas leci...
Fragment z wściekłym Brandonem najlepszy, nie?
Ogólnie lubię Eiana i zastanawiam się czemu zazwyczaj jest jakoś na poboczu itd.
Nawet jak wymyślamy różne rzeczy z Rikeroholic to najpierw jest, a potem nagle znika. A potem 'I Brandon się przytulił...' i wiadomo, że śpi (w scenie nie ma Brandona, a to, że śpi to efekt nocnych pogaduszek).
No, ale dobra. Wracając do Eiana - kto także go lubi i napisze Fan Fiction z nim w roli głównej?
Pozdrawiam i do napisania <3

poniedziałek, 3 października 2016

Rozdział 19

*Brandon*

Od występu na ślubie Rylanda nasza kariera gwałtownie przyspieszyła. Czas do trasy minął nam w mgnieniu oka.
- To chyba ostatnia. - Brennan podał mi walizkę Savannah.
Wstawiłem ją do bagażnika tourbusa (jeśli tak można nazwać pięcioosobowe auto Brena) i po raz ostatni rozejrzałem się dookoła. Sam nie wierzę, że udało nam się to wszystko pomieścić. Sav, Alex i Eian usiedli z tyłu, ja koło ukochanego. Benko odpalił silnik, włączył radio i ruszyliśmy.
- Nowy Jorku nadciągamy! - krzyknęła Savka, a Alex spojrzał się na nią lekko zażenowany. No tak, wszyscy kierowcy patrzyli się w naszą stronę.
- A tak w ogóle... Ile czasu spędzimy w trasie? - zapytał Flagstad.
- Tak z trzy miesiące. W końcu jest tyle miast w USA... I dodaj sobie Europę... - zacząłem mu tłumaczyć.
- Bo wiesz, mama się zatęskni... - Alex zaczął nerwowo memlać sznurek od bransoletki Savci.
- To zadzwoni. A z resztą sam mówiłeś, że od małego chciałeś być muzykiem i jeździć po świecie. - odezwał się McNeely.
- Za to masz drugą kochającą Cię osobę tu blisko przy sobie. - moja siostra cmoknęła gitarzystę w policzek.
- Tylko tyle? - spytał się, jednocześnie patrząc jej w oczy.
- A co chcesz więcej? Chłopcy tu są. - szepnęła mu do ucha, ale i tak słyszałem. Jak tylko przyłapię ich razem w hotelu to im się rozmyśli flirtowania i romansowania za moimi plecami...

Dojechaliśmy do hotelu. Zostawiliśmy auto na parkingu. Nasza męska część zabrała bagaże, a Savcia poszła po klucze do pokoi. Każdy ma osobny, ale Bren zapewne przyjdzie do mnie. Potrzebujemy chwili dla tylko siebie jak to zakochani.
Zakwaterowaliśmy się w skromnym hotelu i zeszliśmy coś zjeść do baru na parterze. Zamówiliśmy po porcji naleśników i usiedliśmy przy wolnym stole. Flagstad co chwilę zerkał na moją siostrę, a ona uśmiechała się do niego i zalotnie trzepotała rzęsami. Tak nie może być. Dzieli ich sześć lat różnicy. Trzeba zakończyć ten romans.
- Ej! Ty masz więcej czekolady! Zamień się! - Savannah wyciągnęła ręce w kierunku talerza Alexa, który niezbyt chętnie zrobił wymianę.
- Ah Ci zakochani... Miłość wisi w powietrzu... - westchnął Benko i zamiast włożyć widelec z kawałkiem naleśnika do buzi, dotknął nim swojego policzka.
- Ziemia do Brennana. - zawołał Eian. - Chłopie, ogarnij się. I zapamiętaj, że Sav z żadnym z nas nie ma prawa nic łączyć. - dodał.
- Jesteś taki słodziutki, skarbie. - ucałowałem policzek Brena i zlizałem z niego czekoladę.
-  A Ty wiesz doskonale co uwielbiam. - perkusista wpił się w moje usta przy wszystkich.
No to nasz związek się wydał... Mam tylko nadzieję, że fani się od nas nie odwrócą. A co do tego, co Brennuś powiedział... Czasami lubimy niecodzienne pieszczoty i mamy przeróżne fantazje seksualne jak to dwoje kochających się facetów.

poniedziałek, 26 września 2016

Rozdział 18

*Savannah*

Wesele Rylanda trwało w najlepsze. Goście jedli, pili, tańczyli i się cieszyli, ale mi nie było zbyt wesoło. Po pierwsze: to wesele mojego byłego. Po drugie: Alex całował się z inną. Czemu zawsze, gdy wszystko wydaje się idealnie, coś musi się stać?

Siedziałam obok perkusji Brennana i smutnym wzrokiem zerkałam na Flagstada, który co chwilę tańczył z tą dziewczyną w waniliowej sukience.
- Coś musi ich łączyć... - szepnęłam sama do siebie.
- I dlatego jesteś taka smutna? - usłyszałam głos Eiana za plecami.
- Yhy. - przytaknęłam. - Ale to nic. Alex to tylko kumpel. - dodałam i upiłam łyk soku ze szklanki stojącej na stoliku obok. Jako zespół mieliśmy chociaż to.

Przyjęcie weselne dobiegło końca. Wszyscy goście poszli, a my zostaliśmy jeszcze, aby zapakować instrumenty.
- Savannah, ja chciałbym Ci coś powiedzieć. - Alex podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
- To, że się zakochałeś, a my powinniśmy zostać przyjaciółmi. - odparłam oschle.
Flagstad nic nie odpowiedział tylko kiwnął ręką do Eiana. Rozbrzmiała nasza ulubiona ballada.
- Można prosić do tańca? - spytał, wyciągając do mnie dłoń. Chwyciłam ją niechętnie i wyszliśmy na środek parkietu. - Cały wieczór na to czekałem... - szepnął mi zmysłowo do ucha, na co cicho zachichotałam. - Jesteś taka piękna Sav... Masz cudne czekoladowe oczka, słodki nosek, kuszące usta, miękkie włosy, kształtne biodra... Twój talent przebija wszystkich i wszystko... - mówił,  a ja się zawstydziłam. - Kocham Cię nad życie. Kocham Ciebie i tylko Ciebie. - wyznał i zbliżył się do mnie.
- Ja też Cię kocham Alex. - odpowiedziałam mu i złączyłam nasze usta w czułym pocałunku.
Flaggy przyciągnął mnie do siebie bardziej, przytulił mocniej i pocałował namiętniej.

Nigdy bym nie pomyślała, że po rozstaniu z Lynchem jeszcze kogoś pokocham. A jednak. Alex wiele zmienił w moim życiu i wiem, że jeszcze wiele zmieni.

Przyjechaliśmy do naszego domu całym zespołem. Eian położył się w pokoju gościnnym, Brandon zabrał Brennana do siebie, a Alex ułożył się w łóżku obok mnie. W samej halce przytuliłam się do jego torsu. Ucałował mnie w czoło i przymknął oczy.
- Kochanie, a może byśmy tak, no wiesz... - mruknęłam mu do ucha.
- Chętnie. - delikatnie przygryzł płatek mojego ucha.
Wskoczyłam na niego i zdjęłam mu koszulkę, którą ubrał do spania (to się nazywa zalety bycia w zespole ~ masz swoje rzeczy w domach kumpli). Składałam pocałunki na jego klacie, a on pieścił moje pośladki. Mruczałam mu do ucha jak mała kicia, a on śmiał się cicho. Pozbyliśmy się wszystkich rzeczy.
- Flaggy... Oh Flaggy... - wzdychałam, gdy całował mój biust.
Zaczęłam podniecająco dotykać ręką jego krocza. Długo nie wytrzymał i wsunął się we mnie.
- Alex! Oh tak kochanie! - krzyknęłam podekscytowana.
Lexiu jest taki kochany, czuły, delikatny... I tylko mój.

------------------------------------
Witajcie serdecznie!
Powyżej, w ostatnim fragmencie sex scenka tak 16+, a jeszcze wcześniej Alex romantyk. Cóż chcieć więcej...?
Od kolejnego rozdziału zacznie się dziać więcej - a co? Tego dowiecie się czytając co poniedziałki o 8:00 ten blog ;)
Pozdrowionka i do napisania <3

poniedziałek, 19 września 2016

Rozdział 17

*Alex*

Po krótkiej ceremonii w kościele, poszliśmy całym zespołem złożyć życzenia młodej parze.
- Dużo miłości, szczęścia... - wymieniał przez chwilę Brandon. - Od całego The Heirs oczywiście. - dodał.
- Trzymaj ten wiecheć Ry. - Sav wepchnęła Lynchowi bukiet kwiatów do rąk.
- Yyy... Dzięki. - odpowiedział nieco pytająco.
- To my jedziemy już na salę przygotować się. - oznajmiłem i skierowałem się do auta, a reszta zespołu za mną.
Brennan wsiadł za kierownicę, włączył radio na full i ruszyliśmy. Savannah śpiewała całą drogę, Eian zatykał uszy, a Brandon trzymał dłoń Brena. Początkowo zastanawiałem się jak Benko tak dobrze kieruje jedną ręką, ale później zapomniałem o tym i dałem się ponieść imprezowemu szaleństwu.

Dojechaliśmy do restauracji. Jak na wykształconego faceta przystało, wysiałem z samochodu i podałem rękę Sav, która chwyciła ją delikatnie i nie puszczając weszła na salę.
- Pięknie tu... - zachwyciła się. - Ale ja na swój ślub nie chcę aż tyle dekoracji. - dodała i podeszła do instrumentów. Wzięła w dłoń swoje tamburynko i pomachała nim w moim kierunku. - Fajny instrument, co nie? - spytała.
- Najlepszy. Pasuje Ci. - uśmiechnąłem się do niej i zacząłem sprawdzać czy moja gitara jest odpowiednio nastrojona.
- A Tobie pasuje z gitarą. Jesteś z nią taki uroczy. - cmoknęła mnie w policzek. - I tak słodko wyglądasz jak się wstydzisz, Lexiu. - zaśmiała się cicho pod nosem i ucałowała mój drugi policzek.
- No dobra, gołąbki. Szykujemy się na występ. Przed nami długa noc... - Brandon odsunął nas od siebie i podniósł gitarę.
Chwilę później przyszła reszta gości, a po nich para młoda. Kelner rozdał gościom szampana i po odśpiewaniu 'Sto lat', wznieśliśmy toast. Później Ryland i Daisy rzucali kieliszkami, które na nieszczęście się nie zbiły, więc nie było co sprzątać. Savka chichotała pod nosem. No tak ~ to, co się stało, oznacza nieszczęście w małżeństwie...

Wesele trwało w najlepsze. Wszyscy dobrze się bawili do naszej muzyki, a panna młoda to już w szczególności. Na specjalną prośbę pana młodego, Eian włączył wolniejszy utwór. Chciałem poprosić Sav do tańca, gdy podeszła do mnie koleżanka Daisy, której nie wypadało odmówić. Miała długie kasztanowe włosy, głębokie błękitne oczy i podkreślone różowym błyszczykiem usta. Długa waniliowa sukienka na jednym ramiączku uroczo zsuwała się jej w tańcu. Była taka śliczna...
- Pamiętasz wesele naszego kumpla? Tańczyliśmy do tego utworu... Tacy szczęśliwi... - zaczęła.
W tym momencie wszystko sobie zacząłem przypominać... Te oczy, włosy i usta...
- Crystal? - spytałem z niedowierzaniem. Nie pomyślałbym, że moja była dziewczyna jest znajomą Guttridge.
- Tak. A co? Zaskoczony? - zarzuciła mi ręce na szyję.
- No troszkę... - odparłem zgodnie z prawdą.
- Dużo się zmieniło... Ale chyba nadal mnie kochasz? - spojrzała mi w oczy.
- Mówiłem Ci już, że uczucie wygasło...
- Lexiu, zawsze można rozpalić je na nowo... - delikatnie musnęła moje usta.
Zobaczyłem smutną minę Savki. Starła palcem pojedynczą łzę spod oka i wyszła.
Kurde, czemu zawsze muszę wszystko zj***ć?

poniedziałek, 12 września 2016

Rozdział 16

*Brennan*

Brandon kazał mi i Eianowi pojechać do kwiaciarni po jakieś wiechcie. Oczywiście jak to w mieście były korki. Staliśmy w centrum przez jakieś pół godziny!
- Zaraz się spóźnimy... Brandon będzie zły... - panikował McNeely.
- Spokojnie. Wszystko zdążymy. Jest dopiero po ósmej. - odezwałem się. - A z resztą... Lubisz śluby? Bo ja nie... To wszystkie jest takie sztuczne... Dlatego ja wymyśliłem plan na swój ślub zupełnie inaczej...
- No nie lubię... A jaki to plan?
- Wiesz, najpierw skromna ceremonia w kapliczce dla najbliższych, a później bal do rana w ogrodzie... Coś oryginalnego. - nie wdawałem się w szczegóły, bo korek powoli zaczął się zmniejszać i ruszyliśmy do przodu.
- Ciekawe podejście. Ja jeszcze nad tym nie myślałem. Tak, możesz się śmiać, ale jeszcze nad tym nie myślałem, a mam ponad dwadzieścia lat...
- Nikt się nie będzie śmiał... Co powiesz o Alexie? Jest niewiele od Ciebie starszy...
- Ale on... No wiesz, ma powodzenie u dziewczyn. A ja? Oczerniony przez brata ćpun.
- Co? - gwałtownie zahamowałem, bo jakiś wariat wyjechał z uliczki. - Jak jeździsz kretynie!? - wydarłem się na tamtego gościa. - Co? - znów zwróciłem się do Eiana.
- Nie wydasz mnie? - spojrzał na mnie z przejęciem.
- Oczywiście, że nie. Jesteśmy kumplami. - pokrzepiająco się uśmiechnąłem.
- Od czasu studiów mam problemy z narkotykami. Nie umiem przestać... Jesteś pierwszą osobą w zespole, która wie. Nie chciałem by Brandon wiedział, bo zależy mi ma tej pracy... - posmutniał.
- Nie dowie się. Obiecuję. - uścisnąłem z nim mały palec na znak obietnicy i ruszyłem dalej.
Do kwiaciarni dotarliśmy po około godzinie od wyjazdu spod domu Hudsonów. Weszliśmy do środka.
- Przyszliśmy po odbiór kwiatów na nazwisko Hudson.  - odezwałem się.
- Opłacone z góry. - dodał Eian.
- Dobrze... - kwiaciarka zerknęła w swój notes i poszła na zaplecze po wielki bukiet kwiatów. Kupowaliśmy jeden od całego zespołu, bo po co wydawać ponad cztery razy tyle, jak i tak postoją z tydzień góra. - Proszę. - ostrożnie podała mi zawinięte w papier kwiaty.
- Dziękujemy. Do widzenia. - oznajmił za nas obu McNeely i wypchnął mnie za drzwi.
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w drogę powrotną. I znów utknęliśmy w korku.

-Brennan! Pośpiesz się! Zaraz wychodzimy! - wołał Brandon, gdy szykowałem się na ślub, a było już po obiedzie.
- Już, już! Tylko poprawię fryzurę! - odpowiedziałem i przeczesałem włosy ręką. Zostawiłem niepotrzebne rzeczy w pokoju ukochanego i zszedłem po schodach.
- No to idziemy. - Hudson przepuścił mnie w drzwiach, które po swoim wyjściu dokładnie zamknął.
Wsiedliśmy do auta chłopaka, oczywiście ja za kółkiem i pojechaliśmy do kościoła na ceremonię.
- Serio muszę tam być? - spytała po drodze Savannah.
- Musisz. Ryland jest bratem Rossa, a Ross to nasz dobry kumpel, jak i Ry kiedyś. - brat szybko jej to wyjaśnił.
Wykłócali się jeszcze tylko chwilę, gdyż dojechaliśmy już na miejsce. Wysiadłem z samochodu z gracją, otworzyłem drzwi Brandonowi i podałem mu rękę. Ścisnął ją lekko i razem skierowaliśmy się do kościoła.
- Pomyśl tylko... Kiedyś my będziemy tu jako para młoda... Tacy szczęśliwi... - rozmarzyłem się.
- Masz rację, skarbie. Kiedyś... Na razie jesteśmy młodzi. Mamy jeszcze czas. - cmoknął mnie w policzek.
- Kocham Cię. - szepnąłem.
- Ja Ciebie też. - złączył nasze usta w czułym pocałunku.
- Gołąbki nasze, idziemy już. - rzucił ze śmiechem Alex i łapiąc Sav w talii, ruszył do środka.
Usiedliśmy mniej więcej w połowie, z prawej strony, by mieć dobry widok na parę młodą. Goście zaczęli zajmować pozostałe miejsca, a Ryland stanął przy ołtarzu.
Po kilku minutach w drzwiach ujrzeliśmy Daisy. Miała długą białą suknię, welon do pasa i wielki bukiet róż. Wynajęty fotograf robił masę zdjęć, a kamerzysta nagrywał całą uroczystość.
Gdy nadszedł czas przysięgi, Savannah złapała Alexa za rękę i ze złością patrzyła jak jej były chłopak bierze ślub z inną. Zauważyłem na jej policzkach kilka łez. Może pod maską złości, którą na dziś przybrała tak naprawę kryje się smutek?